O ile pierwsze dwie części z serii o Zawrociu przeczytałam tzw. „jednym tchem” o tyle trzecią z nich po prostu zmęczyłam.

„Co kryje się za śmiercią Filipa Justa, męża Matyldy, wizjonera i artysty, przez przyjaciół i jego wyznawców zwanego Świrem? Zacierał granice między sztuką a życiem, fascynował i wzbudzał namiętności, żył pełnią życia, ale jednocześnie romansował ze Śmiercią i tęsknił za innymi światami, do których mogła go zabrać. Czy wybrał w końcu Śmierć, czy też został wepchnięty w jej ramiona? Kto po latach postawił na jego grobie drogą i piękną rzeźbę – garbatego anioła? Kto wysłał do Matyldy kartki z Arlekinem, którego grał przed laty Filip?

Kowalewska wciąga nas w losy bohaterów jak w najlepszy kryminał. Wyjaśniając zagadki, nie odziera rzeczy z tajemnicy. Szuka leku na psychiczne i duchowe rany – w seksie, w przyrodzie, w sztuce, w grze w przypominanie i zapominanie przeszłości. Potrafi w bohaterze bez skazy wytropić podłość, a w łajdaku dojrzeć szlachetność i czułość. ”

[Zysk i S-ka, 2006]

Tą część nazwałabym wyjątkowo gorzką. Jej akcja dzieje się w okresie około miesiąca, który Matylda zmuszona jest sędzić z wielką miłością swojego zmarłego męża Olgą. Wiele trudnych pytań, ciężkich rozmów, niedomówień, jak zawsze w przypadku tej serii tajemnic, do tego dochodzi wyjątkowo realistycznie przedstawiony problem alkoholizmu, wszytko to sprawiło, że akurat tą książkę czytało mi się bardzo ciężko. Momentami wręcz mnie denerowowała głowna bohaterka, że tym razem nie odpuszcza, nie wyrzuci Olgi, że  jej pobłaża i w pewien sposób ustepuje znosząc jej obelgi i panoszenie się we własnym domu. W tym tomie serii próżno też doszukiwac się tego spokoju, pewności i swoistego ciepła, które dawały dwa poprzednie tomy. Tym niemniej już ni emogę doczekać się kolejnego tomu.

Moja ocena 4,5/10

 

Advertisements