Chciało mi się takiego babskiego czytadła, na te ostanie depresyjne dni i sięgając po książkę ” Wyspa kobiet” miałam nadziję, że to był strzał w dziesiątkę:

Za Wydawnictwem Prószyński i Spółka:

„Krzepiąca historia o sile kobiecej przyjaźni.

Moja wyspa, pomyślała Joanna, ogarniając wzrokiem kępy floksów, lilii, szmaragdowe łąki i mocną ścianę lasu. Podobno są marzenia, które, gdy się spełnią, bywają przekleństwem. Jej się udało.

Joanna, popularna kompozytorka i kobieta po przejściach, osiada na wsi. Kupuje zrujnowany pałac, remontuje go i wreszcie jest szczęśliwa.

Latem odwiedza ją siostrzenica z przyjaciółkami. Joanna z dużą życzliwością wysłuchuje tajemnic młodych kobiet. Mimo woli staje się ich powierniczką, pocieszycielką, próbuje udzielać wskazówek. Sama jednak nie potrafi podjąć ważnych decyzji. Czy szukać miłości, czy nie ryzykować i cieszyć się spokojem, który dopiero teraz odnalazła?”

Powiem szczerze, spodziewałam się więcej. Wiedziałam, że nie będzie to książka wymagająca, ale jednak nawet od tzw. literatury kobiecej oczekuje trochę więcej. Autorka przedstawia nam postacie kilku kobiet w różnym wieku, połaczonych czy to więzami krwi czy tez przyjaźnią ze szkoły. Każda z nich ma swoją historię, swoje problemy i troski i niewątpliwie plusem ksiązki jest to, ze te problemy sa takie rzeczywiste, codzienne, że ma się wrażenie, ze czyta się o problemach koleżanki, znajomej. Na tym plusy się kończą, bo na koniec nie dostajemy odpowiedzi jak poradziły sobie one z tymi trudnościami. A ja lubię takie końce z końcem, moze te zabieg celowy, który pozostawić ma miejsce na pracę wyobraźni, domysły, rozważania, u mnie jednak pozostawiło spory niedosyt.

Moje poszukiwania dorej kobiecej literatury na wieczorne czytanie trwają nadal

Moja ocena 3,5/10

 

 

 

Advertisements