North-Soth to kolejna udana produkcja BBC, tym razem na motywach powieści Elisabeth Gaskell. Jak usłyszalam ten tytuł oczywiscie jednoznacznie skojarzył mi się z amerykańską produkcją o wojnie secesyjnej. Natomiast w tym serialu BBC sielankowe południe Anglii zostaje skonrontowane z przemysłową, zdawałoby się burą i mroczną północą.

Cytując za FILMweb:

„Margaret Hale (Daniela Denby-Ashe) dorasta w komfortowych warunkach w rolniczej południowej Anglii. Ale kiedy jej ojciec, pastor Richard Hale (Tim Pigott-Smith), niespodziewanie opuszcza Kościół z pobudek sumienia, przenosi całą rodzinę: słabowitą żonę Marię (Lesley Manville) i służącą Dixon (Pauline Quirke) do miasta przemysłowej północy – Milton. Margaret i jej rodzina wystawiona jest na poważny kulturowy szok. Od razu po przybyciu do Milton społeczne koszty rewolucji przemysłowej są dla dziewczyny jasno widoczne. Toteż panna Hale zaczyna darzyć miasto i jego mieszkańców sporą niechęcią. Jednym z nich jest John Thornton (Richard Armitage), właściciel zakładu przemysłu bawełnianego. Margaret postrzega go jako uosobienie wszystkiego, czego nie znosi w północy Anglii. Jakkolwiek losy Margaret i Johna wyglądają na splecione… .”

 

 

 

Dla mnie serial był ogromnym zaskoczeniem, bo o ile filmów o sielankowej Jane Austionowskiej części Anglii jest sporo to nigdy nie widziałam serialu o wydawałoby się nudnej Anglii przemysłowej.  Dzięki temu serialowi poznajemy życie i problemy wszystkich warstw społecznych oraz widzimy relacje jakie miedzy nimi się tworzą. Serial też ukazuje jak ludzie łamali te sztywne bariery.  Główna bohaterka to  przedstawicielka klasy średniej, która przyjaźni się zarówno z robotnikami z fabryki, jak i uczęszcza na salony bogatych fabrykantów.  Tło społeczne i obyczajowe jest przedstawione przez scenarzystów z wyjątkową dbałością o odzwierciedlaenie realiów.

Oczywiście w serialu mamy też wątek miłosny, o którym pisać nie będę, bo wydaje mi się, że jednak jest on zgrabnie wpleciony w oddane z ogromną dbałością o szczegóły tło obyczajowo-społeczne.

Jedynym drażniącym mnie elementem jest postać głownej bohaterki, która jest taką typową siłaczką, jednocześnie według mnie mająca ogromne problemy z podejmowaniem decyzji co do swojego życiaprywatnego.  Z jednej strony wspołczująca, zaangażowana społecznie działaczka, z drugiej to typowa angielska panienka, która sama przed sobą się nie potrafi przyznać co dla niej jest ważne.

Polecam ze względu głównie na innowacyjność tematu

Moja ocena 7,5/10

 

Advertisements