uff… drugiej połowy naszego team-u (czyli mnie) nie było dość długo …bo nie miałem się za bardzo czym podzielić. Nie dlatego, że coś mi się podobało lub nie, ale dlatego, że przez ten czas przebyłem drogę zarówno przez klasykę jak i dość starsze pozycje…

 – oto pierwsza z nich – obcy dla nas świat Europy spotyka się z jeszcze bardziej wyobcowanym światem Nipponu. Pozycja dla miłośników Orientu, miłośników przeszłości Europy, podróży morskich oraz starych filmów. Nie ukrywam, że sięgnąłem po tą pozycję nie przez Autora, ale przez adaptację jego powieści na naszych małych ekranach z Richardem Chamberlainem. 

Ok.. Trochę mi to zajęło, ale każdy kto miał okazję potrzymać tę powieść w ręku wie, że dlaczego tyle czasu musiałem poświęcić tej pozycji.

Kolejna pozycja, po którą sięgnąłem to Terry Pratchett (którego polecam) z zabawnym światem Dywanu (nie Dysku), który wart jest wspomnienia tylko takiego, że był.

Cóż, Pratchetta lubię i sięgnąłem po jego „Po ciemnej stronie Słońca” i bardzo miło się bawiłem (pozycja bardzo odmienna od Dysku i standardowego TP – jest to powieść Sci Fi nie fantasy, aczkolwiek okładka mogła sugerować odwrotnie)

 Kolejny klasyk, który chciałbym gorąco polecić to „Mówca Umarłych” Orsona Scotta Carda. Jeśli ktoś czytał Grę Endera (lub nawet jeśłi nie) i sięgnie po tą książkę, zapewni sobie dobrą rozrywkę – niedosyt po niej spowodował sięgnięcie po Ksenocyd (który w tej chwili na 90 stronie prezentuje się znacznie gorzej). Kusząco wygląda porzucenie na jakiś czas Sagi Endera i powrót do Sagi Cienia (Pierwsza część – Cień Endera dorównuje pierwszej części Endera, czyli Grze Endera). OSC napisał Sagę Cienia jako pewien eksperyment – bardzo udany, opisuje te same wydarzenia co w Grze, ale z punktu widzenia innego uczestnika tych wydarzeń. Do tej pory spotkałem się tylko z czymś zbliżonym czytając odwróconą historię Śródziemia … Tu jednak dobro nadal jest dobrem, ale innym… Zachęcam do poznania Groszka z innej, nieco bardziej prywatnej strony…

Advertisements