Bardzo lubie książki tego autora, każda z nich mnie wciągnęła, zaskoczyła i skłoniła do przemyśleń, czy i na ile realne jest to, co napisał autor. Tak było i z „Kluczem zagłady”, chociaż jest to pozycja, która najmniej mi się podobała z całej jego dotychczasowej tworczości.

W  „Kluczu zagłady” punktem wyjścia są 3 teoretycznie niepowiązane ze sobą morderstwa-i tak ginie profesor uniwersytecki zajmujący sie badaniami genetycznymi, syn amerykańskiego senatora prowadzący badania nad modyfikowaną żywnością w Afryce oraz ksiądz, który został zamordowany w samym sercu Watykanu. Jedyne, co  łączy ofiary to znajdujący się na ich ciałach pogański symbol – krzyż Druidów. Oczywiście wtedy do akcji wkracza SIGMA oraz jej pracownik-główna postać wszytkich książek autora- Gray Pierce.  I tak wraz z nim mamy szanse poznać  intrygę sięgajacą czasów średniowiecza, dowiadzieć się dużo na temat badań nad zmodyfikowaną żywnością oraz poznćy możliwości jakie dać może toksyczna substancja, z której korzystali już starożytni w Egipcie.

Wartka akcja, dużo wątków, political fiction, która może się wydarzyć naprawdę, odwołanie do symboliki i historii to wyznaczniki książek Collinsa. Tak jest też w przypadku tej pozycji. Wraz z bohaterami przenosimy się pomiędzy krajami, kontynentami, a cel jest jeden-zapobiec światowej zagładzie. Niestety w tej książce Collinsa akcja jest jak dla mnie dużo mniej wartka niż w pozostałych, które czytałam, czasem po prostu za długo „się rozkręca” i śledzenie kolejnych etapów powieści nie wciąga aż tak, jak do tego przyzwyczaił autor we wcześniejszych swoich książkach. Tym niemniej polecam.

Moja ocena 6/10

Reklamy