Powiem szczerze, że kiedyś niezbyt lubiłam Marynę Wojciechowską oraz jej pomysły na życie. Pamiętałam ją z czasów Big Brothera, a ta jej „wersja ” zniechęciła mnie do niej na długo. Zdanie zmieniłam po obejrzeniu pierwszych kilku odcinków „Kobiety na krańcu świata” i wciągnęło mnie na dobre.  Kolejni Mikołaje uszczęśliwili mnie książkami z tej samej serii 🙂 Natomiast na książkę o Etiopi natknęłam się ostanio w bibliotece i muszę przyznać, że mimo, iż wcześniej nie lubiłam tego typu książek, ta podobała mi się bardzo. Książka wzbogacona jest dużą ilością zdjęć, komentarzy i dodatkowych informacji o religii, kulturze, wierzeniach itp. oraz mnóstwem ciekawostek. Podzielona jest ona na rozdziały, z których każdy poświęcony jest innej części kraju.  Każdy z nich odkrywa przed czytającym coraz to nowe tajemnice tego egzotycznego kraju. Wraz z Martyną mamy szansę poznać etiopskie zwyczje, jedzenie, czy napoje.  Każda strona to nowa przygoda, dzięki której można się poczuć tak, jakby się tam było,a wszystko to co przeżyła Martyna i jej ekipa działo się na oczach czytającego. Dodatkowo pomagają w tym wspomniane wczesniej zdjęcia. Rozdział o przygotowywaniu i parzeniu kawy tak podziałał na moje zmysly, że niemal czulam ten smak i aromat, do tego stopnia, że sama nabrałam ochoty na taką własnie kawe. Akcja przepalatna jest śmiesznymi, często uszczpypliwymi, czy nawet ironicznymi, ale jednak ciągle ze sporym dystansem do siebie i innych, komentarzami autorki. Nie sądzilam, że mnie ta książka, aż tak wciągnie. Polecam

Moja ocena 9/10 

Advertisements